NASZE PODRÓŻE MAŁE I DUŻE


KOS

 

TENERIFE

Miały być piękne Greckie wakacje, a jednak wszystko poszło nie tak... Pierwotny plan zakładał wyjazd na niedrogie wakacje, gdzieś niedaleko. Oczywiście wyznacznikiem miała być też temperatura, czyli musiało być ciepło ;) Po jakże krótkiej analizie, szybko zdecydowaliśmy, że obieramy kierunek - Grecja, najlepiej jakaś wyspa, bo przecież na ląd można zorganizować wycieczkę samemu...
Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy, udając się do biura podróży od razu na wejściu zapowiedzieliśmy, że szukamy tygodniowego wypoczynku w Grecji. Jakże każdy był zdziwiony, gdy zakomunikowaliśmy, iż wykupiliśmy wycieczkę do pięknej Hiszpanii, a dokładniej na hiszpańską wyspę - Teneryfę ;)
Lot oczywiście był strasznie długi, bowiem trwał 5,5h, ale czego się nie robi żeby coś zobaczyć? 
Po wylądowaniu powitała nas przepiękna słoneczna pogoda. Na szczęście podróż autokarem nie trwała długo, chociaż wyspa jest dość spora, to nam udało się znaleźć hotel na południu, czyli w okolicach lotniska. Dojazd trwał ok. 20-30 minut. Po drodze nic ciekawego nie było, same wysuszone pola, w oddali uprawy bananowców i same drogi szybkiego ruchu, gdzie ruch jest spokojniejszy niż na naszych drogach. 
Po dotarciu do hotelu czekała nas kolejna miła niespodzianka. Hotel Playa la Arena jest mega przestronny, pełno w nim zieleni (kwiaty rosną dosłownie wszędzie). W holu znajdzie się też liczne miejsca do wypoczynku, kanapy, fotele, łódź z krzesłami i stolikami, na pewno każdy znajdzie kącik dla siebie :) Zwiedzając dalej hotel zauważymy dwa baseny, a nawet trzy. Najmniejszy jest przeznaczony dla dzieci, które mogą pod nadzorem dorosłych zjeżdżać na zjeżdżalni  (oczywiście ratownik też pilnuje). Kolejne baseny niewiele się od siebie różnią, znajdują się tak blisko siebie, że nie można nawet powiedzieć że jeden jest dla osób ceniących ciszę a drugi dla osób bardziej szukających rozrywki. Jedyną różnice jakie zauważyłam, to po pierwsze na jednym z nich jest trochę więcej cienia, a po drugie na tym bardziej zacienionym słychać wszystkie animacje, jednakże nic nie widać... Idąc dalej dochodzimy do ścieżki z której rozpościerając się przepiękne widoki na wybrzeże, plażę La Arena oraz klify Los Gigantes.

Plaża La Arena - widok z hotelowego wyjścia



Klify Los Gigantes

W oddali widoczna wyspa La Gomera


LA GOMERA


MADEIRA 

Przepiękny portugalski archipelag położony na Oceanie Atlantyckim. Dla niektórych nieosiągalny cel, dla innych miejsce wielokrotnych wakacyjnych wyjazdów.
 
Od razu na wstępie powiem, że nie jest to miejsce dla osób, które chciałyby się wygrzać i wylegiwać na słońcu, o nie! Plaże są kamieniste, jedyną ładną plażę znaleźliśmy w Funchal (stolica wyspy), ale jak wiadomo, jak plaży do wyboru jest niewiele, to nie ma co liczyć, że będzie na niej pusto :)

 

WIELKA BRYTANIA

Londyn

Nasza wyprawa zaczęła się od lotniska Modlin. Może niektórzy narzekają na to lotnisko, ale my jak na razie żadnych minusów nie znaleźliśmy, no może oprócz położenia… Jest daleko od Warszawy i słabo oznakowane.  W zamian za to ma najkorzystniejsze ceny biletów w centralnej Polsce, oczywiście mowa tu o tanich liniach lotniczych. Wyjeżdżaliśmy na trochę ponad tydzień, więc zabraliśmy tylko jeden duży bagaż, co by później tego nie dźwigać. Na lotnisku pod Londynem byliśmy już umówieni, że przyjedzie po nas kuzynka Krzyska. Pech chciał, że w tym samym czasie wylądowały chyba
3 samoloty… Odprawa trwała niemiłosiernie długo, pomimo że każde okienko było otwarte. Oczywiście nasza walizka też nie mogła się pospieszyć i przyjechała w jednym z ostatnich rzutów ;) Spóźniliśmy się na spotkanie ok.1,5 h, jak nie więcej… Trzeba przyznać, że moment kiedy dotarliśmy do ciepłego samochodu był chyba najmilszym momentem tego wieczoru ;)

Jednego dnia, chcieliśmy jechać pod Westminster zobaczyć Big Bena z bliska, jednakże trafiło nam się metro, które dojeżdżało, jako jedyne bodajże raz dziennie na Wimbledon. Oczywiście nie mogliśmy przepuścić takiej okazji, więc wsiedliśmy uważając, że w drodze powrotnej pójdziemy do Big Bena, nic bardziej mylnego… Na początku wszystko szło gładko, aż nie mogliśmy uwierzyć, że zobaczymy Wimbledon, ba może nawet wejdziemy do środka o ile będzie otwarty. W pewnym momencie metro zatrzymało się w środku tunelu, postało chwilę i ruszyło, ale powoli każdy zaczynał mieć złe przeczucia. W niedługim czasie ponownie stanęło w tunelu, jednakże tym razem postój trwał około 20 minut. Coraz bardziej z trwogą patrzyliśmy na zegarek i mijające nam minuty, ale wierzyliśmy, że pociąg zaraz ruszy i dotrzemy do naszego upragnionego celu. Fakt, w końcu ruszył, ale zatrzymał się na pierwszej napotkanej stacji z informacją, że zmienia trasę i ani mu się śni jechać koło Wimbledonu. Zostaliśmy zmuszeni, żeby wysiąść, uznaliśmy, że nie ma sensu już jechać na kort, więc szybko wsiądziemy w coś powrotnego i pojedziemy pod Westminster. Jakież było nasze rozczarowanie, jak okazało się, że metra na tym przystanku próżno szukać, więc trzeba szukać alternatywnej drogi… Po długiej podróży powrotnej uznaliśmy, że nie mamy już ani czasu, ani tym bardziej siły na dalsze zwiedzanie, więc postanowiliśmy wrócić do pokoju, zwłaszcza, że następnego dnia czekały nas kolejne atrakcje.
 

 

NORWEGIA

Naszym pierwszym wspólnym marzeniem podróżniczym była Portugalia...Jednakże to nie tam skierował nas los na nasz pierwszy wspólny zagraniczny wyjazd :)
Jest czerwiec 2015 r., nasza znajomość jest dość świeża, bowiem nie minęło pół roku, a my już jedziemy za granicę, żeby sprawdzić czy się ze sobą dogadujemy. Co więcej mieszkaliśmy na odległość, więc nie musieliśmy się zastanawiać, czy chcemy wyjechać razem na tygodniowy wyjazd. Północna część Europy, jeszcze nie przez każdego odkryta, ze względu na cenę wycieczek, jak i temperatury tam panujące. My mieliśmy to szczęście, że mogliśmy jechać na tydzień w odwiedziny do znajomych i przy okazji tańszym kosztem pozwiedzać, bowiem na miejscu mieliśmy do dyspozycji samochód osobowy.
Jeśli zaś ktoś by myślał o wynajęciu samochodu na miejscu, to może być ciężko, bowiem Norwegia (przynajmniej ta część południowa), nie jest za bardzo nastawiona na turystykę. Najwięcej turystów spotkać można w stolicy kraju - Oslo. Chociaż nie da się ukryć, że pamiątek jest sporo na każdym stoisku ;)
Plany wycieczek mieliśmy bardzo napięte, jeden dzień poświęcony całkowicie na zwiedzanie Oslo, kilka na odpoczynek, oczywiście nie mogło być leżenia do góry brzuchem, więc zawsze znaleźliśmy jakieś miejsce, gdzie można było się przespacerować.

OSLO - stolica Norwegii, bardzo urokliwe miejsce, które warto zobaczyć chociaż raz w życiu. Ja osobiście w stolicy byłam po raz drugi, ale tym razem udało mi się zobaczyć dużo więcej i inaczej :) Swoją przygodę w stolicy zaczęliśmy od poszukiwania miejsca parkingowego, powiem szczerze, że znaleźć miejsce do zaparkowania ok. 10:00 ran graniczyło z cudem... Jednak po długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć małą uliczkę przy szkole, na której było dosłownie jedno miejsce. Do dnia dzisiejszego nie jestem pewna, czy miejsce parkingowe było płatne, czy też nie.. Moje wątpliwości trochę rozwiewa to, iż przy znakach poziomych stał znak pionowy "P" oznaczający parking, jednakże podpis pod nim widniał tylko po norwesku, czego nikt z nas nie przewidział i przed wyjazdem żadne z nas nie zaczęło uczyć się tego języka..., ale nigdzie w pobliżu nie widzieliśmy parkomatu, tak więc drogą dedukcji doszliśmy do wniosku, że można iść śmiało zwiedzać miasto (bycie poliglotą to jednak jest duży plus na zagranicznych wyjazdach 😉).  Od samego początku szliśmy w skupieniu, żeby później trafić do samochodu, zwłaszcza, że znaleziona przez nas uliczka była tak skrupulatnie schowana, że przyjezdni na pewno jej nie widzieli.


Uniwersytet w Oslo

 

Gmach opery w Oslo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz